Coraz częściej chodzi mi po głowie szklarnia. Mała szklarenka, taka moja.
Znowu zataczam koło?
................ Wiosną nowalijki. Pikowałam drewnianym kołeczkiem w płytkich, drewnianych skrzynkach wypełnionych ziemią, wysiane wcześniej przez rodziców sałaty, pomidory, kapusty, pory, selery.........
Pamiętam zapach ziemi, zapach malutkich roślinek, zapach wody połączony z zapachem ziemi. Ubabrane ręce.
Pomagałam mamie zakładać grządki, a potem pielęgnować to, co na nich urosło.
Groszek cukrowy, marchewka, szczaw, truskawki prosto z krzaczka. Rzodkiewka wielka i pachnąca, wycierana w sukienkę .....taka smakowała najbardziej.
I kwiaty, dużo kwiatów, cudownych, pachnących ........wiosną tulipany, krokusy, fiołki alpejskie, azalie........... Przez okrągły rok cudowne róże, goździki, gerbery, alstremerie, storczyki.
Jednoroczne, najcudniejsze, pachnące. Dookoła domu i w domu, kolorowe bukiety.
Zawsze na moje imieniny były pierwsze ogórki.....pyszne, pachnące. Podkradałam się do szklarni i zajadałam prosto z krzaka, ze skórką. A pomidory......pałaszowałam takie jeszcze na pół zielone. Do dzisiaj najbardziej lubię takie twarde, niezbyt dojrzałe, posolone..........pycha.
Miałam cudowne dzieciństwo. Najszczęśliwsze na świecie.........ech.....
Wczoraj wysiałam pomidory. Nasionka już pękają. Jak roślinki urosną kilka milimetrów, to przysypię je delikatnie.
W kolejce do wysiania czekają jednoroczne
i dalie do wysadzenia.
Skąd nabrać tych parapetów ? skąd nabrać tych południowych okien?
Niejeden powie.......kup sobie gotową rozsadę. No, niby ma rację, ale ja chcę mieć swoją.
Dlatego ............... potrzebna mi jest szklarnia :)
wiosny w sercach i na świecie.....
.................. kryska
♥